środa, 3 listopada 2010

Na fali gorącego tematu jakim jest OFE, kilka słów refleksji.
Jak wiadomo co jakiś czas, w różnego rodzaju sklepach pojawiają się nowe promocje czy wyprzedaże. Wiele osób jeździ na drugi koniec miasta, bo w jakimś odległym supermarkecie taniej można kupić masło czy kawę. Jedziemy przez całe miasto, wydajemy pieniądze na bilety autobusowe, paliwo i kupujemy, bo taniej. Można wtedy zaoszczędzić kilkanaście procent, co daje oszczędności od kilku do kilkudziesięciu złotych. Bardzo często dzieje się też tak, że zaraz po odejściu od kasy drobiazgowo przeglądamy paragon, czy przypadkiem cena na półce odpowiada cenie na paragonie. Niech tylko powstanie różnica kilku złotych, to jesteśmy skłonni walczyć o swoje do upadłego…
 
Zobaczmy teraz na tabelkę poniżej, która przedstawia hipotetyczne konto w OFE.




Przyjąłem pewne założenia: ilość zgromadzonych pieniędzy na koncie w OFE 18.000 zł, co miesiąc wpływa 150 zł z naszego wynagrodzenia, fundusz A wypracowuje 5% zysków, fundusz B 3% zysków rocznie. Dalej widzimy wartość naszego konta w przedziale od 5 do 40 lat odkładania w OFE.
 
Co z tego wynika? Jak widać różnica w oprocentowaniu kont wynosi „zaledwie” 2%. Jednak to „zaledwie” po 40 latach robi różnicę w kapitale wynoszącą ponad 80%! Decyzja, czy nasze pieniądze są w funduszu, który przynosi zyski o 2% niższe przez cały ten okres kosztuje nas 160.000 zł!
 
Co mają wspólnego promocje w sklepach z OFE?
 
Wiele osób podejmuje decyzje o zapisaniu się lub przejściu do danego OFE na podstawie reklam, opowieści znajomych czy przez namowę akwizytorów. Zapominamy przy tym często racjonalnym podejściu do naszych pieniędzy. Spotkałem się wiele razy z argumentem, że 1-2% w tą czy tamtą stronę, nie robi różnicy. A jednak...
 
Pamiętajmy o zasadzie ograniczonego zaufania i sprawdzajmy, czy informację które otrzymujemy są wiarygodne. Czytajmy też dokumenty, które są nam dane do podpisania. Unikniemy wielu rozczarowań w przyszłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

www.jakubgorecki.pl